Menu

Ostatnio przeczytałam książkę...

ksiądz Jan Twardowski

ostatnioprzeczytalam

DSC_0004001

 

"Ksiądz Paradoks" to biografia ks. Jana Twardowskiego, napisana przez Magdalenę Grzebałkowską,  dziennikarkę "Gazety Wyborczej", autorkę książki "1945. Wojna i pokój" oraz "Beksińskich. Portretu podwójnego". Jej nazwisko to znak wysokiej jakości warsztatowej. Pisze znakomicie, opiera się na faktach, przygotowując się  do danego tematu prowadzi mrówczą, detektywistyczną pracę. 
Biografia zaczyna się od smutnej sceny śmierci ks. Jana, dość niepokojącej, bo wyczuwamy pewne napięcie wśród osób towarzyszących księdzu w ostatnich chwilach życia. Czytając ten fragment przypomniało mi się moje dawne, ale mocne postanowienie czytania biografii tylko do połowy, do chwili szczytowego szczęścia i najlepszej formy. Tak, żeby daną osobę oceniać przez pryzmat życia a nie śmierci. Nienawidzę opisów odchodzenia, bo są brutalne, smutne i przerażające. A tu  - nic z tego, bo zdarzają się biografie, dla których punktem wyjścia jest koniec. W umieraniu księdza było coś dziwnego, jakby każdy chciał te ostatnie chwile zawłaszczyć. A ksiądz, zbyt delikatny żeby odmówić, bezradnie uczestniczył w tym wszystkim, skromny i nadwrażliwy do samego końca. Intrygujące są też słowa wypowiedziane przez księdza Jana: "Ja nigdy nie miałem kontaktu z kobietą." To  jest to o czym człowiek, kapłan myśli w ostatniej chwili? Kobieta?
 
Grzebalkowska_Ksiadzparadoks_OK_500pcx1
 
Nie będę zdradzać wszystkich tajemnic z życia ks. Jana, żeby nie popsuć Wam przyjemności odkrywania jego biografii. Ale faktycznie było w nim coś nietypowego. Najpierw był poetą, potem księdzem. Jego przyjaciele nie zawsze chcieli rozmawiać z Grzebałkowską, zachowywali się jakby mieli coś do ukrycia. A sam kapłan często koloryzował i przeinaczał swoją przeszłość. Niszczył niektóre dokumenty i pamiątki, inne zostawiał. Jakby chciał zdecydować o tym co jest warte zapamiętania. Wielokrotnie powtarzał, że istotą jego istnienia jest bycie księdzem. Tymczasem jeden z przyjaciół księdza, który pragnie zostać anonimowy, wspomina:  "Seminarium to była jego ucieczka przed życiem. Bał się codzienności, ewentualnego małżeństwa. Przede wszystkim był poetą, a to nie idzie w parze z sutanną. Być może tak do końca nie chciał zostać księdzem." 
Obraz Twardowskiego musimy stworzyć ze strzępków informacji, niedomówień, wspomnień nielicznych rozmownych osób. Niewątpliwie był delikatny i wrażliwy - to co urzekało w jego poezji było utrapieniem w życiu. Był zbyt delikatny, wręcz chorobliwie wstydliwy. Potrzebował uczuć i często pisał listy dla podtrzymania znajomości. Wśród przyjaciół często pojawiały się kobiety, z którymi nawiązywał specyficzne, bardzo bliskie relacje. Niejednokrotnie taka przyjaźń kończyła się, kiedy przyjaciółki spodziewały się po księdzu czegoś więcej niż przyjaźni.  Trudno mi się pogodzić z jego podejściem do roli kobiety: "Pytany o kobiety wyjaśnił, że ulega ich urokowi, że naturalną rolą kobiety jest rodzina, opieka nad dziećmi, a niezależność przyniosła im samotność - <<przecież lepszy najgorszy mąż niż żaden>>, o feministkach powiadał, że zna je z telewizji i że są to <<okropne baby>>." Kiedy był starszy otaczał opieką i sympatią "wnuczki". Bez podtekstów damsko-męskich. Z ogromnej potrzeby bliskości. Tak w życiu księdza pojawiła się Oleńka czyli Aleksandra Iwanowska - spadkobierczyni praw autorskich. W ostatnich latach życia księdza była bardzo zaborcza, kontrolowała wizyty u księdza, zgarniała jego pieniądze, rozporządzała jego wierszami i prawami autorskimi. Często ksiądz dawał komuś pozwolenie na wykorzystanie wierszy, a pod wpływem Iwanowskiej wycofywał się z tego. Przyjaciel księdza wspomina: "Próbowałem rozmawiać z księdzem o Aleksandrze Iwanowskiej. Ale z jego strony było tylko smutne milczenie, czasem tylko wzdychał, że jest już za późno i zabrakło mu stanowczości." Po śmierci księdza "Oleńka" procesowała się z rodziną kapłana i bezwzględnie wytaczała procesy każdemu, kto po poezję Twardowskiego bezprawnie sięgnął. 
Na obraz poety składają się drobiazgi. Mnie urzeka miłość do przyrody, zaczytywanie się we wspomnieniach Moniki Żeromskiej i książkach Melchiora Wańkowicza, podziw dla Szymborskiej, wieczny apetyt na kartofle z kefirem i fakt, że nie cierpiał Radia Maryja. Ale najważniejsze - ogromna inteligencja i wielkie poczucie humoru. 
Grzebałkowska pisze też o kazaniach księdza, jego tupeciku i torbie, z którą wszędzie wędrował. O podróżach zagranicznych, nagrodach i współpracy z SB. "Ksiądz Paradoks" sprawił, że zapragnęłam przypomnieć sobie twórczość księdza Jana Twardowskiego.
 

nieprzyszedlempananawracacbiext35213703

"Nie przyszedłem pana nawracać. Wiersze 1945-2006", wydane nakładem wydawnictwa Święty Wojciech, wybrane i opracowane przez Aleksandrę Iwanowską. Te wiersze uświadomiły mi, że twórczość dla dorosłych księdza jest tak samo religijna jak wszystko co stworzył dla dzieci.  Świat księdza Jana kręcił się wokół Boga. Ksiądz od biedronek dla mnie będzie zawsze księdzem od głupich dzieci. "Do moich uczniów" to wiersz, który mną wstrząsnął już lata temu. Okazało się, że można o upośledzonych dzieciach mówić brutalnie wprost, bez infantylizowania a jednak z ogromną miłością. Wzruszeń w poezji Twardowskiego jest więcej, bo wiele jest cudownych i bliskich mi fragmentów. "(...) jaskółcze ziele co leczy kurzajki/ żółty żarnowiec znad morza/ (...) wrotycz z zapachem na kilka metrów" (to z wiersza "Do świętej Tereski"). To co wydaje mi się niezwykłe to częstotliwość z jaką ksiądz wprowadzał do swoich wierszy poprawki. Pod każdym wierszem widnieją co najmniej dwie daty - pierwsza oznacza pierwodruk tekstu, druga - ostateczną redakcję wiersza. Wydawałoby się, że wiersz, który istnieje w świadomości i tomikach w określony sposób jest już bytem niezmienialnym. A tutaj niespodzianka. Ksiądz po latach zmieniał kolejność słów, wyrzucał jakieś wyrazy, ciągle chciał, żeby jego wiersze były lepsze i doskonalsze. 

nowy_zeszyt

"Nowy zeszyt w kratkę" wydany przez Pallottinum w 1986 roku to książka, o której sam ksiądz Jan mówił, że jest źle wydana. Nie podobały mu się ilustracje i trudno się temu dziwić. Ale najistotniejsza jest treść. A ta - choć wiele tu publikowanych wcześniej opowiadań - znakomita.  Lubię prostotę z jaką ksiądz opowiada dzieciom o rzeczach ważnych, o Bogu. Tłumaczy i wyjaśnia wiele historii znanych z Pisma Świętego, a robi to wykorzystując codzienność, znane dzieciakom sytuacje i uczucia. W biografii można było znaleźć fragment ze wspomnień księdza: "Zawsze stosowałem zasadę, którą uświadomił mi Korczak: opowiadać ze szczegółami, a nie ogólnikami. Nazywać świat po imieniu. Nie ptak. Tylko szpak, drozd, słowik. Określić kolory. Nie drzewo, tylko dąb, wiąz. " Tą zasadę odnajdujemy w kazaniach dla dzieci. 

elementarz

Kolejną książką po którą sięgnęłam jest "Elementarz księdza Twardowskiego dla najmłodszego, średniaka i starszego", Wydawnictwo Literackie, wybór i ułożenie teksów Aleksandra Iwanowska. Mam wrażenie, że pojawiają się tutaj wiersze, śmiesznostki i opowiadania, które wcześniej ukazywały się w innych zbiorach. Książka ładnie wydana, układ ciekawy - od dzieciństwa, przez miłość, kapłaństwo, aż do odchodzenia. 

 

iksiadztwardowskidzieciomopowiadania

Ostatnie dwie książki ukazały się nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia. Książkę "Ksiądz Twardowski dzieciom: opowiadania" wydano w 2014 roku a "Ksiądz Twardowski dzieciom: wiersze" w 2015 roku, obie z okazji 100 lat księdza Jana. Wybór katechez i wierszy z przebogatych zbiorów księdza - znakomity. Z pięknymi ilustracjami Marty Kurczewskiej. 

2248_ksiadz_twardowski_dzieciom_wiersze

Miło było poznać bliżej życie księdza Jana i przypomnieć sobie jego twórczość. 

© Ostatnio przeczytałam książkę...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci