Menu

Ostatnio przeczytałam książkę...

"głód" Martin Caparros

ostatnioprzeczytalam

pobrany_plik_14

Nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazał się reportaż Martina Caparrosa "głód". Czytanie zajęło mi sporo czasu - bo to lektura niezwykle obciążająca psychikę, trudna, okrutna i wielokrotnie musiałam przerwać czytanie. Co ciekawe Caparros ma niezwykle lekkie i dobre pióro, więc pod względem językowym czyta się wspaniale.
Martin Caparros podróżował po świecie. Wiele miesięcy przyglądał się z bliska życiu najbiedniejszych w różnych szerokościach geograficznych. Swoje spostrzeżenia, dane statystyczne, wyniki najróżniejszych badań, stanowiska organizacji zajmujących się głodem na świecie i reportaże na ten temat połączył. przepuścił przez swoją wrażliwość i stworzył niesamowity obraz świata. Obraz, który powinien nas wszystkich zawstydzić.

Temat głodu na świecie znamy ze szkoły, z mediów, z kościołów. Znamy tak samo jak temat ocieplenia klimatu i najważniejsze zagadnienia ekologiczne. Zwiększa się nasza świadomość, ale też znieczulica. Niby wiemy, ale w żaden sposób już nie reagujemy - przyzwyczailiśmy się do tego. Ja się przyzwyczaiłam i w miarę czytania było mi coraz bardziej wstyd.
Caparros pisze: "(...) historia jednego człowieka wzrusza cię, historia miliona - nudzi." I jest to mechanizm niezwykle prawdziwy. Na szczęście "głód" to opis milionów, ale przedstawiony na podstawie poszczególnych historii. Opis, który powoduje bolesne przebudzenie i zmusza do refleksji...

Książka podzielona jest na obszary głodu: Niger, Indie, Bangladesz, Stany Zjednoczone, Argentynę, Sudan Południowy i Madagaskar. Zaskoczył mnie fakt, że ludzie tak odrębni kulturowo cierpią głód w ten sam sposób. Nie wybiegają zbyt daleko w przyszłość i nie potrafią niczego planować. Wierzą w Boga i nigdy go nie obwiniają. Nie marzą. Ich dni są do siebie podobne. Jedzą zawsze to samo, poza momentami, w których w ogóle nie jedzą. Są bezwolni, bezradni, umęczeni strachem.

Głód nie jest tylko brakiem jedzenia, które prowadzi do śmierci. Głód to jedzenie zbyt małej ilości pożywienia, albo jedzenie przez kilka dni a potem głodowanie przez kilka kolejnych. To mnie zaskoczyło. Fakt, że głód jest torturą rozciągniętą w czasie na lata. Dorośli umierają z głodu rzadziej, bo ich organizmy są już ukształtowane, mniejsze jest więc zapotrzebowanie kaloryczne. Dzieci, które cały czas rosną, potrzebują jedzenia regularnie, bogatego w składniki odżywcze. Brak jedzenia powoduje, że źle się rozwijają, przestają rosnąć, tracą odporność a później umierają. Caparros jest świadkiem licznych śmierci. opisuje nam historie dzieci umierających z głodu. To były te momenty, w których czytanie było torturą. Wszystkie umierające dzieci miały twarz mojej córki, a ja miałam ochotę wyrzucić książkę przez okno, zacisnąć oczy, zatkać uszy i na cały głos śpiewać "Niech żyje bal". Ale nie mogłam. Nie miałam prawa. Musiałam czytać dalej i dalej, przez łzy bezsilności. W książce jak mantra pojawia się jedno zdanie: "Jak, do diabła, możemy żyć, wiedząc, że dzieją się takie rzeczy?" No właśnie - jak.


Caparros stara się nie epatować okrucieństwem. Ale zdarzają się fragmenty skrajnie okrutne. Najokrutniejszą reakcją na głód jest kanibalizm.
"O, biada: z powodu furii głodu ludzie zaczęli jeść ciało ludzkie.Podróżnych napadali silniejsi, odcinali im członki, piekli je i zjadali. Częstokroć tym, którzy uszli przed głodem i prosili o nocleg, gospodarz ucinał głowę , żeby zjeść ciało. Byli tacy, którzy zwabiali dziecko w odludne miejsce, pokazując mu owoc czy jajko, tam zaś zabijali je i zjadali. W wielu miejscach ciała zmarłych wykopywano, żeby nasycić głód. Szaleństwo przyjęło takie rozmiary, że biegające wolno zwierzęta mniej były zagrożone niźli ludzie. Powszechne stało się zjadanie mięsa ludzkiego (...) - opowiada mnich benedyktyński Raoul Glaber w HISTORIAE, swojej sławnej kronice klęsk głodu w Europie Zachodniej w latach 1031 - 1033." Znajdujemy liczne przepisy na niemowlęta, które ponoć były najsmaczniejsze. I kiedy z obrzydzeniem i ulgą stwierdzamy, że to jakieś odległe wieki - trafiamy na opis głodu, w wyniku którego zginęło w Chinach przynajmniej 30 milionów ludzi w latach 1958 - 1962. "Głód trwał ponad trzy lata. W wielu przypadkach był kanibalizm. Zdesperowani ludzie nie tylko zjadali zmarłych; poświęcono też wiele dzieci. Rodziny usiłowały zachowywać dawne prawa i nie zjadać nikogo spośród swoich. Rozwiązaniem był powrót do dawnej chińskiej tradycji: sąsiedzi wymieniali się dziećmi, żeby nie konsumować własnej krwi. "Przestali karmić dziewczynki, dawali im tylko wodę. Zamienili ciało swojej córki na ciało córki sąsiadów. Zagotowali ciało w takiej jakby zupie..." opowiadał długi czas potem angielskiemu dziennikarzowi Jasperowi Beckerowi jeden z tych, którzy przeżyli."


Zawsze myślałam, że mamy za mało jedzenia żeby wyżywić wszystkich mieszkańców Ziemi. "...na naszej planecie już produkuje się dość żywności dla wykarmienia 12 miliardów ludzi, a mimo to miliard nie je tyle, ile potrzeba. Samego tylko zboża - nie licząc jarzyn, warzyw, owoców, ryb - wystarczyłoby, aby każdy mężczyzna, kobieta, dziecko spożywało 3200 kilokalorii dziennie, czyli o połowę więcej niż wynosi zapotrzebowanie." Caparros pisze, że problemem nie jest brak żywności, tylko fakt, że "niektórzy zabierają wszystko". Głód na świecie nie wynika z braku jedzenia, tylko z chciwości.
"(...) kilka lat temu Ban Ki-moon, sekretarz generalny ONZ, wymienił liczbę, która została powtórzona i zapomniana: co niespełna cztery sekundy jedna osoba umiera na skutek głodu, niedożywienia i wywołanych tym chorób. Siedemnaście w ciągu każdej minuty, dwadzieścia pięć tysięcy każdego dnia, ponad dziewięć milionów w ciągu roku. Półtora Holokaustu rocznie."


"Półtora Holokaustu rocznie."


"Jak, do diabła, możemy żyć, wiedząc, że dzieją się takie rzeczy?"

© Ostatnio przeczytałam książkę...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci